Wiosna w Twoim domu! Goose Creek Lilac Garden oraz Country Candle Cherry Blossom

Mimo, że wiosna pachnie na tysiące sposobów, a jej zapachy roznoszą drzewa, krzewy czy kwiaty, to jednak masz ochotę zatrzymać ją jeszcze dłużej w swoim domu. Ciesz się więc naturalną wonią wiosny, kiedy tylko przyjdzie Ci na to ochota! Osobiście nawet w środku zimy potrafię odpalić wosk, bądź świecę wiosenną, co mega pozytywnie na mnie wpływa. 

W dzisiejszym wpisie chciałaby przybliżyć Ci moich świecowych ulubieńców! Są to zdecydowanie moje must have na tę porę roku. 


Goose Creek Lilac Garden

Majowy ogród pełen kwitnących białych i liliowych bzów oraz magnolii, kwiatów lotosu, cyklamenu i zielonych liści. Kompozycja doprawiona heliotropem, piżmem i drewnem dębu.

Nuty zapachowe 

  • Nuty głowy: bez
  • Nuty serca: magnolia, lotos, cyklamen, liście
  • Baza: piżmo, heliotrop, dąb

Moja opinia o Goose Creek Lilac Garden

Zamawiając ten zapach obawiałam się, że będzie w pewien sposób chemiczny i totalnie sztuczny. Jakie było moje zdziwienie. gdy świeczka do mnie dotarła! Tak pięknie ujętego zapachu bzu, takiego świeżego bukietu ściętego z krzaka ja jeszcze w świecy nie czułam. Mimo piżma w bazie nie jest perfumowcem. Jak dla mnie to stricte kwiatowa woń. Innych nut nie wyczuwam, ale możliwe, że całość składa się na ten realizm.

Dodatkowo moc świecy jest wyważona idealnie, obawiałam się tutaj akurat mocy typowej dla GC, bo bez i moc bomby atomowej mogłoby się skończyć konkretną migreną. Na szczęście zapach jest śliczny i nienachalny, ale wyczuwalny. Cudeńko na wiosnę.



Country Candle Cherry Blossom

Niesamowicie uroczy i zachwycający, ujmuje delikatnością i kwiatową świeżością wiosennej aury. Poczuj niezwykły klimat Japoni przepełnionej drzewkami kwitnących wiśni.

Nuty zapachowe

  • Nuty głowy: Sok mandarynkowy, Maliny, Wiśnie
  • Nuty serca: Kwiat wiśni, Płatki gardenii, Dzika orchidea
  • Baza: Kremowe drzewo sandałowe, Piżmo, Słodka Wanilia, Białe drewno

Moja opinia o Country Candle Cherry Blossom

Country Candle Cherry Blossom zachwyca świeżym i bardzo optymistycznym wyglądem. Wosk w delikatnym odcieniu różu i etykieta z gałązką kwitnącej wiśni, nadają jej niezwykle dziewczęcego charakteru. Dzięki temu świeca prezentuje się bardzo subtelnie i wprowadza radosny, wiosenny akcent do każdego wnętrza.

Wielu osobom kojarzy się z owocowymi gumami rozpuszczalnymi typu Mamba i  zdecydowanie coś w tym musi być. Jeżeli szukacie bezpiecznego zapachu to jest właśnie taki zapach, który będzie prawdopodobnie podobał się każdemu. Bardzo delikatny, lekko kwiatowy z kwaskową nutą. Porównując ją do świecy Cherry Blossom z Yankee Candle ta z CC jest bardziej kwaskowa według mojego nosa. YC ma zdecydowanie więcej perfumeryjnych i słodkich nut. Moc świecy określiłabym jako dobrą. 



Podsumowanie

Warto zmieniać zapachy świec. W ten sposób Twój dom okresowo będzie urzekał innym aromatem. Na nowo zachwycisz się intensywną wonią wydobywającą się z palonych świec. Od Ciebie zależy co w danym momencie chciałbyś czuć! Może to być zarówno świeżo skoszona trawa, wiosenne popołudnie, jak i kwitnące ogródki, pola czy łąki. Przypomnisz sobie zapachy towarzyszące Ci podczas ostatniego spaceru. Odświeżysz nimi każdy kąt w swoim domu :) 



Znasz te zapachy? Jaki jest Twój must have na wiosnę? 

Tonik czy hydrolat? Co sprawdziło się u mnie lepiej, czyli recenzja toniku żelowego Lynia i hydrolatu z drzewa herbacianego Asoa

Hydrolaty roślinne cieszą się coraz większą popularnością i być może Ty też zastąpiłaś już hydrolatem swój ulubiony tonik. Jednak czy wymiana toniku na hydrolat to na pewno dobre rozwiązanie? Dzisiaj pod lupę wezmę Hydrolat z Drzewa Herbacianego Asoa oraz Tonik Żelowy Nawilżający Lynia. Oba produkty zamówiłam ze sklepu cosibella.pl


❀ Czym jest hydrolat?

Hydrolat, czyli inaczej  woda roślinna to nic innego jak produkt uboczny powstający przy produkcji olejku eterycznego. Podczas destylacji kwiatów, gałązek i liści roślin wytwarzany jest olejek eteryczny oraz hydrolat. Olejek eteryczny jest mocno stężony i ma intensywny zapach, a hydrolat jest bardziej delikatny, ma mniej intensywny zapach i jest bardzo bogaty w cenne składniki odżywcze.

❀ Jak działa tonik?

Tonik to nic innego jak płyn na bazie wody z szeregiem substancji, które mają pomóc w pielęgnacji cery. W tonikach często spotkamy ekstrakty roślinne, glicerynę, oleje, witaminy, konserwanty i mniej potrzebne barwniki czy substancje zapachowe. W niektórych tonikach siedzi szkodliwy alkohol denaturowany (alkohol denat.). Lubi on wysuszać skórę i jest częstym bywalcem toników dedykowanych cerze mieszanej i tłustej. Niestety, bo z jednej strony wysusza zmiany, ale jednocześnie pobudza skórę do nadprodukcji sebum.


Asoa, hydrolat z drzewa herbacianego 

Odświeża, tonizuje oraz działa antyseptycznie. Dzięki swoim właściwościom jest szczególnie pomocny w pielęgnacji skóry trądzikowej, mieszanej oraz tłustej. Hydrolat przyspiesza gojenie się wyprysków oraz zapobiega powstawaniu nowych, skóra po jego użyciu jest odświeżona, a nadmiar sebum usunięty.

Działanie produktu wg. producenta:

  • odświeża,
  • przyspiesza gojenie się wyprysków,
  • tonizuje,
  • działa antybakteryjnie, antywirusowo i przeciwgrzybiczo.


Asoa, hydrolat z drzewa herbacianego - moja opinia

Hydrolat z drzewa herbacianego Asoa to produkt, który znajduje zastosowanie w cerze problematycznej, mieszanej, trądzikowej, tłustej. Wygodna pompka idealnie rozpyla na całej twarzy delikatną mgiełkę. Dwa-trzy psiki na całą twarz spokojnie wystarczy. Wystarczy kilka chwil, aby hydrolat się wchłonął, twarz jest po nim lekko nawilżona, nie jest lepka. Jak chodzi o zapach, spodziewałam się, że mój nos poczuje się lekko urażony, jak przy wszystkim co w nazwie ma "z drzewa herbacianego".  Zapach okazał się być ziołowy, całkiem przyjemny.

Hydrolat ten nie powodował nawet najmniejszego dyskomfortu, nie wykazywał działania ściągającego, ale bardzo skutecznie pomagał goić niedoskonałości. Zmniejszył też przetłuszczanie skóry twarzy, co zaowocowało dłuższą trwałością makijażu. Dodatkowo cudownie odświeżał – myślę, że będzie idealnym rozwiązaniem na lato.

Idealnie sprawdza się również jako dodatek do wszelkiego rodzaju maseczek, szczególnie tych w formie proszku - można go używać zarówno do rozrobienia takiej maseczki, jak i późniejszego spryskiwania twarzy w celu uniknięcia podrażnienia poprzez zastygnięcie produktu (tak jest na przykład w przypadku glinek czy niektórych maseczek z ich dodatkiem). 


Asoa, hydrolat z drzewa herbacianego - skład

Melaleucaalternifolia (Tea Tree Water).




Lynia, tonik żelowy nawilżający z mocznikiem

Zawiera między innymi mocznik, hialuronian sodu oraz pantenol zapewniające odpowiedni poziom nawilżenia. Obecny niacynamid działa przeciwzapalnie i rozjaśnia przebarwienia, a ekstrakt z prawoślazukoi skórę. Tonik przywraca skórze jej fizjologiczne pH i przygotowuje ją do dalszych kroków pielęgnacyjnych. Sprawdzi się w pielęgnacji każdego typu cery.

Lynia, tonik żelowy nawilżający z mocznikiem - moja opinia

Jako że jest to produkt lekko żelowy, ja nakładam go dłońmi - nie używam więc dodatkowo żadnych wacików a do tego sprawia to, że jest niesamowicie wydajny! Używam go codziennie wieczorem, a czasami również na dzień (na to oczywiście krem oraz krem z filtrem). Trzeba mu przyznać, że naprawdę porządnie podbija działanie kremów czy serum. Nie polecam stosować po silnych peelingach, czy kwasach, gdyż zawarty w nim mocznik może powodować szczypanie.

Przyznam, że od jakiegoś czasu toniki poszły u mnie w niepamięć, robiąc miejsce hydrolatom. Mimo wszystko skóra po użyciu tego toniku jest mięciutka, ukojona i widocznie nawilżona. I co najważniejsze - nie zapycha. Przyznaję, że o to bałam się najbardziej zaczynając stosowanie tego toniku. Do każdego rodzaju skóry.


Lynia, tonik żelowy nawilżający z mocznikiem -  skład

  • mocznik - nawilża,
  • hialuronian sodu - sól sodowa kwasu hialutonowego, wiąże wodę w naskórku,
  • niacynamid - działa przeciwzapalnie i rozjaśnia przebarwienia,
  • pantenol - nawilża, koi i łagodzi podrażnienia,
  • ekstrakt z prawoślazu - działa łagodząco.
 Aqua, Urea, Niacinamide, Panthenol, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Althaea Officinalis Root Extract, Sodium PCA, Glucose, Glutamic Acid, Lysine, Glycine, Allantoin, Lactic Acid, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Podsumowanie

Niezależnie od tego czy zdecydujemy się na tonik czy hydrolat wybór swój dostosujmy do potrzeb naszej skóry. Wybierajmy produkty z jak najprostszym składem, oparte na ekstraktach i wyciągach roślinnych, bez zbędnych chemicznych dodatków. Mimo, że żelowy tonik od Lynia fajnie wypadł na mojej skórze, to hydrolat od Asoa całkowicie skradł moje serce. 


Wybieracie hydrolaty czy jesteście wierne tonikom?

Skin79 Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++

 Cześć! Jak na pewno zdążyliście zauważyć blog przeszedł "małą" metamorfozę. Zmiany planowałam już od dawna, a zmotywował mnie do tego dzień kobiet i -25% na szablony😂 Co myślicie o aktualnym wyglądzie strony? Koniecznie dajcie znać!


Nie przedłużając - SKIN79 WATERPROOF SUN GEL SPF 50+ PA ++++ udało mi się kupić jakiś czas temu w korzystnej promocji w Hebe, po czym przeleżał w moich zapasach dość długi czas. Aktualnie została mi jego końcówka i przyszła pora na recenzję tego gagatka! 


Ochrona przeciwsłoneczna, to jeden z najczęściej pomijanych kroków w naszej codziennej pielęgnacji. Faktem jest, że większość z nas filtry stosuje tylko wtedy, kiedy siedzi na plaży, a czasami nawet i nie. Złocisty odcień skóry jest przecież szczególnie pożądany, a blade lico straszy słońce. Zapominamy jednak, że promieniowanie UV ma negatywny wpływ na kondycję naszego naskórka. Oprócz powodowania fotostarzenia się skóry, ma również wpływ na  występowanie różnego rodzaju chorób skóry, tj. nowotwory.

Skin79 Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++, o co chodzi z tymi plusami?

Producent deklaruje, że krem zapewnia nam ochronę na poziomie SPF 50+ PA ++++. Cóż to takiego? Azjatyckie produkty posługują się innym niż powszechne na rynku polskim oznaczenie UVA/UVB.


PA to nic innego niż koreańskie oznaczenie poziomu ochrony przed promieniowaniem UVA (odpowiedzialnym za fotostarzenie), jeden + oznacza małą ochronę, dwa- średnią, trzy- dobrą i cztery- bardzo dobrą.



Skin79 Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++, jak sprawdził się u mnie?

Opakowanie kremu - estetycznie, ale niepraktycznie. Trudno go wycisnąć w powodu twardości buteleczki. Dopiero stałe przechowywanie do góry dnem ułatwiło wydobywanie go ze środka (bo spływa do dozownika). Zapach jest bardzo przyjemny, kwiatowy. 


Polska nazwa głosi, że jest to krem, angielska, że żel. Trochę mylące. Cóż, żelem to z pewnością nie jest. Nazwałabym go lekkim, wodnistym kremem. Produkt faktycznie szybko się wchłania. Zostawia on na skórze leciutką błyszczącą warstewkę, która nie jest lepka. Pomimo białego koloru, krem absolutnie nie bieli skóry, i po roztarciu robi się całkowicie przeźroczysty.


Dystrybutor gwarantuje, że jest to przebadany dermatologicznie, lekki i niebarwiący krem, łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, współgra z kremami BB i podkładami. Czy faktycznie?  O dziwo, produkt faktycznie stanowi fajną bazę pod makijaż. Podkład nie wyświeca mi się po kilku godzinach, a nawet lekko przedłuża mi jego trwałość. Testowałam go na dwóch podkładach Catrice hd liquid coverage i Maybelline fit me i śmiało mogę powiedzieć, że nie zamieniłam się w ludzką latarnię.

Skin79 Waterproof Sun Gel SPF 50+ PA++++, skład.

Water, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Homosalate, Ethylhexyl Salicylate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Propanediol, Dimethicone Crosspolymer, Pentylene Glycol, Salvia Hispanica Seed Extract, Centella Asiatica Extract, Houttuynia Cordata Extract, Ammonium Acryloyldimethyl-Taurate/Vp Copolymer, Fructooligosaccharides, Saccharide Hydrolysate, Acrylates/C10-30 Alkylacrylate Crosspolymer, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Pullulan, Octyldodecanol, 1,2-Hexanediol, Butylene Glycol, Anthemis Nobilis Flower Extract, Echium Plantagineum Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract, Calendula Officinalis Flower Extract,  Cardiospermum Halicacabum Flower/Leaf/Vine Extract, Dimethicone, Xanthan Gum, Polyglycery-3 Methylglucose Distearate, Polysorbate 20, Polyacrylate Crosspolymer-6, Titanium Dioxide (CI 77891), C2-15 Alkyl Benzoate, Tocopherol, Glyceryl Stearate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Peg-100 Stearate, Aluminum Stearate, Oleth-10, Polyhydroxystearic Acid, Alumina, Isodeceth-6, T-Butyl Alcohol, Simethicone, Phenoxyethanol, Fragrance

W żelu Skin79 jest pięć filtrów przeciwsłonecznych: dwa filtry chemiczne przenikające, jeden filtr chemiczny nieprzenikający, jeden filtr chemiczny fotostabilny oraz jeden filtr mineralny. W kremie Skin79 najpierw mamy trzy filtry, które są stabilne „chemicznie”, czyli nie są rozkładane przez kontakt ze skórą. Niestety, nie są one fotostabilne, co oznacza że podczas ekspozycji na słońce pomału tracą swoje właściwości. 


Podsumowanie

Uważam, że ten krem najlepiej sprawdzi się u osób, które mało przebywają na zewnątrz, a kremy z filtrem nakładają na przykład z obawy przed starzeniem spowodowanym promieniowaniem UVA, przenikającym także przez chmury czy szyby do wnętrza budynku czy samochodu. Czyli wypisz wymaluj u mnie! Natomiast dla osób, które jednak więcej czasu spędzają na zewnątrz albo do standardowego opalania ten krem moim zdaniem się nie nadaje.


Jakie filtry do cery tłustej i mieszanej polecacie?

Fluff, Balsam do demakijażu maliny z migdałami

Demakijaż to dla mnie podstawa pielęgnacji, co powtarzam przy każdej możliwej okazji. Nie ma sensu nakładać na skórę nawet najdroższego kremu, jeśli najpierw dokładnie jej nie oczyścimy. Dlatego też na co dzień stosuję trzyetapowe oczyszczanie - najpierw zmywam makijaż płynem micelarnym. potem rozpuszczam pozostałości olejkiem a na koniec myję twarzy żelem lub pianką. W dzisiejszym wpisie skupię się na drugim kroku i opowiem Wam o balsamie do demakijażu maliny z migdałami od Fluff. 

Fluff, Balsam do demakijażu maliny z migdałami

Demakijaż stanie się bajecznie prosty. Szybko i skutecznie usuwa nawet wodoodporny makijaż, a zawarte w nim masło Shea i Shorea zapobiega wysuszeniu i podrażnieniu skóry.

 

Fluff, Balsam do demakijażu maliny z migdałami - skład

Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Theobroma Cacao Seed Butter (masło kakaowe), Shorea Robusta Seed Butter (masło illipe), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Sodium Cocoyl Isethionate (substancja myjąca), Cetyl Alcohol (emolient), Tocopheryl Acetate (witamina E), Parfum (zapach), CI 45100 (barwnik).

Konsystencja i działanie

Fluff, Balsam do demakijażu maliny z migdałami to różowy mus zamknięty w uroczym  i też różowym opakowaniu. Jego zapach jest fenomenalny. Soczyste maliny z delikatną nutą słodkich migdałów stanowią idealne połączenie, które chciałoby się zjeść. Jego aksamitna konsystencja pod wpływem ciepła dłoni rozpuszcza się, tworząc oleistą konsystencję. W takiej właśnie formie nakładam go na skórę twarzy i delikatnie masuję okrężnymi ruchami. Po mniej więcej dwóch minutach zmywam wszystko ciepłą wodą. 

Delikatny masaż wystarcza, aby dokładnie rozpuścił makijaż zarówno twarzy, jak i oczu. Zmywałam nim również wodoodporny tusz do rzęs z którym nie miał żadnych problemów. Zazwyczaj olejków używam jako drugi etap demakijażu, jednak testowałam go również solo (bez wcześniejszego użycia płynu micelarnego) i świetnie sobie poradził. Po testach przestałam używać go jednak do demakijażu oczu, gdyż te okolice mam bardzo wrażliwe i niestety powodował u mnie szczypanie. 

Produkt zmywa się naprawdę błyskawicznie, a co najlepsze - dzięki zawartości łagodnej substancji myjącej w składnie nie pozostawia żadnej tłustej warstwy na skórze! Pozostawia natomiast cerę przyjemną w dotyku, odżywiona, wypielęgnowaną i nawilżona. Balsam w żaden sposób nie podrażnił cery oraz jej nie zapchał i nie spowodował wysypu. 

Kupiłam go w Rossmannie za 24,99/50ml.

Podsumowanie

Fluff, Balsam do demakijażu maliny z migdałami jest to świetny produkt który pokochałam zarówno za opakowanie, jak i za zapach oraz świetne działanie oczyszczające. Cieszę się, że mimo wszystko tak z nim trafiłam i nie natknęłam się na bubel. Myślę, że produkt nada się dla każdego typu cery i mogę wam go śmiało polecić! 



Znacie ten balsam? Lubicie w ogóle taką formę demakijażu?

4xNie, czyli małe kosmetyczne niewypały, których nie kupię ponownie... bell, maybelline, lovely, too faced.

Od ostatniego wpisu z kosmetycznymi niewypałami minęło już sporo czasu. Muszę przyznać, że rzadko trafia mi się kosmetyk, który zupełnie się u mnie nie sprawdza. Dla wielu produktów znajduję inne zastosowania i dzięki temu jestem w stanie zużyć je do końca. Jednak w ostatnim czasie trafiłam na kilka kosmetyków, na które totalnie nie mam pomysłu i zdecydowanie nie należą do moich ulubieńców. Dlaczego? O tym przeczytacie w dalszej części dzisiejszego wpisu.


Bell, Multi Mineral Anti-Age Concealer

Zacznę od korektora marki Bell, czyli Multi Mineral Anti-Age Concealer. Całkowicie nie podzielam zachwytów nad tym korektorem. Uważam go za jeden z gorszych jakie w życiu używałam. Mam wrażenie, że jest ciężki w pracy, w dodatku ma bardzo, bardzo słabe krycie. Muszę go używać w połączeniu z moimi ulubieńcami, aby efekt był widoczny. Włazi w zmarszczki i załamania. Nietrwały. Kolor, który w opakowaniu wydawał się idealny, początkowo po nałożeniu faktycznie taki był... Wszystko zmieniło się po kilku minutach, kiedy pod swoimi oczami zobaczyłam pomarańcz! Przy mojej jasnej karnacji takie "kolory" od razu odznaczają się na buzi. Co za zawód. Całe szczęście, ze niedrogi. 

Maybelline, Lash Sensational tusz wodoodporny

Kolejny produkt o którym czytałam dużo dobrego. Kolor opakowania tego tuszu od razu przypadł mi do gustu. Dodatkowo już od dłuższego czasu szukałam wodoodpornego tuszu, więc skusiłam się na jego zakup. Opakowanie jak już wspomniałam przyciąga uwagę swoją szatą graficzną i kolorami. Szczoteczka jest lekko wygiętą, z dosyć krótkimi silikonowymi końcówkami. Pierwsze użycie i myślałam, że wyjdę z siebie! Tusz okropnie rozmazuje się podczas malowania, odbija się na górnej powiece. Malując się, czułam się jakbym robiła to pierwszy raz! Kolejna rzecz - ten tusz nie podkręca! Mam wrażenie, że wręcz prostuje rzęsy i układa je pod dziwnym kątem... Poza tym, szybko stał się suchy, zaczął się kruszyć, na rzęsach często pozostawia grudki i drobinki. Bardzo mocno skleja rzęsy, ciężko jest nałożyć dwie warstwy, bo od razu wszystkie są sklejone. Plusik za głęboką czerń. 

Lovely, Extra Lasting pomadka matowa do ust

Ta pomadka to kolejny drogeryjny i tani produkt, który uzyskał dużą sławę i rozeznanie. Cena niska, wysoko dostępny. Aplikator jest prosty i dosyć długi, co utrudnia aplikację i ciężko mi było nią pomalować usta bez wyjeżdżania. Pomadka gęsta, wysoko napigmentowana. Nie zauważyłam lepkości czy jej zostawania na szklankach. Produkt ten lubi włazić w zmarszczki skutecznie je podkreślając. Jeśli szukacie intensywnego, mocnego matu to może właśnie jej szukacie. Nie jest zbyt komfortowa do noszenia, ciągle czuję że siedzi na moich wargach i niestety je wysusza. Brzydko się zjada, trwałość do dwóch godzin bez jedzenia i picia - później wymaga poprawek. Po jakimś czasie pomadka dziwnie mi zgęstniała i była nieznośna - nie dało się jej normalnie nanieść ze względu na szybkie zastyganie i konsystencje. Zaczynała pękać i wyglądała nieestetycznie. Miałam uczucie "cementu" na ustach.

Too Faced, Shadow Insurance Primer baza pod cienie

Zacznijmy od tego, że moja powieka jest opadająca i dodatkowo tłusta. Zawsze jako bazę pod cienie używałam korektora, którego aktualnie miałam pod ręką i to zestawienie nigdy mnie nie zawiodło. Coś mnie podkusiło, żeby wypróbować bazę pod cienię, która wpadła mi w oko będąc w Sephorze (całe szczęście, że kupiłam mniejszą wersję). Konsystencja bazy jest dość lekka, ale problemy zaczynają się już przy jej rozprowadzaniu. Trzeba się pospieszyć, aby nie zrolowała się i nie weszła w załamania. Nie wyrównuje koloru powieki, żyłki nadal spod niej przebijają. Próbowałam ją pudrować, użyć innych paletek, zastosować jako bazy pod brokat i ze wszystkim wychodzi równie źle. Utrudnia blendowanie cieni, ale jakoś da się wykonać makijaż. Jak już nam to się uda i tak nie ma co się cieszyć bo po godzinie wygląda już tragicznie. Powieka jest tłusta, a cienie zrolowane. Nie poprawia też pigmentacji cieni, więc tak naprawdę nie ma żadnych zalet. Nie jestem w stanie jej zużyć, po paru próbach idzie do kosza.


Znacie? Lubicie te produkty? Jaki kosmetyk Was ostatnio rozczarował? Piszcie mi tu koniecznie :-)


Herbs&Hydro - szampon i odżywka w kostce. Ciekawa alternatywa, a może fanaberia? Czy warto?

Szampony i odżywki w kostce to dość niecodzienne podejście do standardowego mycia włosów, które choć na początku bywa problematyczne, to jednak coraz bardziej zyskuje na popularności. Stosowałam kiedyś szampon w kostce innej marki i byłam naprawdę zadowolona! Dlatego postanowiłam przetestować więcej tego typu produktów. Z odżywkami w kostce nie miałam nigdy do czynienia, tym bardziej mnie ona ciekawiła! Nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję szamponu w kostce konopia i śliwka Herbs&Hydro oraz odżywki w kostce konopie i śliwka Herbs&Hydro


Herbs&Hydro,  Szampon w Kostce - Konopie i Śliwka

Innowacyjny szampon w kostce z olejem z pestek śliwki, który zmiękcza włosy, wygładza i chroni je przed promieniami słonecznymi oraz olejem z konopi siewnej, który odżywia i regeneruje zniszczone włosy. Szampon zawiera m.in. surfaktant z oleju kokosowego, który jest bardzo delikatny i nie przesusza skóry. Nie zawiera mydła, posiada niższe pH i nie wymaga zastosowania po użyciu płukanki zakwaszającej. Jego pojemność wynosi 55g.

Pierwsza i podstawowa informacja to jest szampon w kostce nie mydło. Już kilka razy w jakiś dyskusjach starałam się to kilku osobom wytłumaczyć. Mimo, że szampon w kostce przypomina mydło z wyglądu w istocie nim nie jest. To oznacza, że po umyciu nim głowy nie ma potrzeby robić kwaśniej płukanki. Po mydle większość ludzi potrzebuje ją zastosować przyczyną jest pH mydła, które jest zasadowe. Żeby domknąć łuski włosa potrzebujemy kwaśnego pH. Domykamy je zaś po to aby włos by gładki, nie plątał się i błyszczał. To tak w bardzo ogólnym zarysie.

Szampon w kostce od Herbs&Hydro to idealny codzienny produkt do mycia każdego rodzaju skóry, w tym tej przetłuszczającej się. Skutecznie oczyszcza, nie podrażnia skalpu ani nie przesusza włosów.  Ciut je odbija od nasady, wygładza i nabłyszcza. Kupując szampon w kostce nie musisz więc obawiać się tego, że będzie on pozbawiony podstawowych właściwości szamponu do włosów. Możesz natomiast spodziewać się, że nie podrażni skóry głowy, zlikwiduje świąd, pomoże zmniejszyć częstotliwość mycia włosów, wypielęgnuje i zadba o ich zdrowy wygląd. Miej przy tym świadomość, że jego działanie wynika z kompozycji użytych składników, dlatego zawsze zwracaj uwagę na skład INCI kosmetyku.

Herbs&Hydro,  Szampon w Kostce - Konopie i Śliwka - skład

Sodium Cocoyl Isethionate, Kaolin, Cetyl Alcohol, Distearoylethyl Dimonium Chloride, Theobroma Cacao Seed Butter, Cetearyl Alcohol, Prunus Domestica Seed Oil, Cannabis Sativa Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Squalane, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Glycerin, Symphytum Officinale Root, Aqua, Hydrolyzed Lupine  Protein, Parfum, Coumarin, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 77007, CI 77742Naturalne Mydło w Kostce - Konopie z Mikropeelingiem: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Sodium Chloride, Glycerin, Cannabis sativa, Parfum, Eugenol, Limonene, Linalool, Lilial, Hexyl Cinnamaldehyde, Coumarin, Mica, CI 77891, CI 77491, CI 74160, Tin Oxide


Herbs&Hydro,  Odżywka w Kostce - Konopie i Śliwka 

Emolientowo-nawilżająca odżywka w kostce z olejem z konopi siewnej, który odżywia i regeneruje zniszczone włosy oraz olejem z pestek śliwki, który zmiękcza włosy, wygładza i chroni je przed promieniami słonecznymi. Odżywka w kontakcie z wodą tworzy lekką, kremową emulsję, która pokrywa włosy, zapewniając optymalny poziom nawilżenia i odżywienie. Naturalny skład odżywki przywraca blask, zapobiega plątaniu i ułatwia rozczesywanie włosów. Jej pojemność wynosi 40g.

Przy pierwszym użyciu poczułam delikatny poślizg odżywki na mokrych włosach i już wiedziałam, że będzie trochę inaczej, choć nie była pewna, czy to poślizg olejowy i czy włosy nie będą wyglądały na tłuste. Jedyne, czego byłam pewna, to piękny zapach na mojej głowie.

Rozczesywanie poszło jak z płatka. Włosy gładko przechodziły między ząbkami grzebienia i nie musiałam się martwić splątaniami. Po wyschnięciu moja czupryna była lekka, puszysta i miękka. Nie mogłam przestać jej dotykać! Serio 🙂 A to chyba też dlatego, że wreszcie znalazłam nieobciążający moich włosów kosmetyk, który działa tak, jak powinien… a w dodatku jest BEZ PLASTIKU! No jak dla mnie hit, totalnie się nie spodziewałam, że zrobi na mnie takie wrażenie. Na początku miałam problem z aplikacją odżywki, jednak po kilku użyciach się przyzwyczaiłam. 

Herbs&Hydro,  Odżywka w Kostce - Konopie i Śliwka - skład

Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Squalane, Distearoylethyl Dimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Behentrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Prunus Domestica Seed Oil, Caprylyl/Capryl Glucoside, Dipropylene Glycol, Aqua, Cannabis Sativa Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Symphytum Officinale Root, Glycerin, Hydrolyzed Lupine Protein, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Coumarin, CI 77007Naturalne Mydło w Kostce - Konopie z Mikropeelingiem: Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Sodium Chloride, Glycerin, Cannabis sativa, Parfum, Eugenol, Limonene, Linalool, Lilial, Hexyl Cinnamaldehyde, Coumarin, Mica, CI 77891, CI 77491, CI 74160, Tin Oxide

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona z produktów Herbs&Hydro! Całkowicie wymieniłam plastikowe butelki szamponów i odżywek. Kosmetyki w kostce zajmują bardzo mało miejsca, nie zagracają łazienki, nie przyczyniają się do namnażania plastiku. Oprócz początkowego problemu z  nakładaniem odżywki nie mam się do czego przyczepić. 

Znasz kosmetyki od Herbs&Hydro? Używasz szamponu/odżywek w kostce?

Co w trawie piszczy! Krótka przerwa, zmiany na Instagramie i plecak idealny na co dzień

Ostatni wpis jak można było zauważyć pojawił się tutaj 20 grudnia. Nie planowałam robić sobie przerw, jednak w natłoku pracy, obowiązków i innych rzeczy, które pojawiały się po prostu nieplanowane kompletnie nie mogłam znaleźć chwili, aby zabrać się za zdjęcia czy napisanie chociażby krótszej recenzji. Wpadłam w ciąg rutyny, gdzie nie było miejsca na blogowanie. Wieczorami wracając do domu natomiast chciałam mieć tylko święty spokój - książka, serial, może jakiś głupi program w TV. Będąc kompletnie wyczerpaną blogowanie nie sprawiało mi już takiej frajdy, wręcz przeciwnie, bo w pewnym momencie poczułam jakby to był mój obowiązek - "Opublikuj coś, bo minęło już kilka dni"; "trzeba przejrzeć posty na innych blogach, bo będzie za dużo zaległości". Nie chciałam, aby coś, co sprawiało mi niegdyś taką przyjemność, stało się ciężarem. Nie chciałam wchodzić na moje ulubione blogi z poczucia obowiązku, tylko chciałam się cieszyć tymi postami, chciałam być ich ciekawa, mieć chęć je poczytać. 

Wiem, że ta nasza niedługa przerwa wyszła nam na dobre. Naprawdę musiałam zatęsknić i odzyskać utracony entuzjazm. Miałam też czas, żeby gdzieś w zakamarkach mojej podświadomości, zastanowić się, jak by to blogowanie miało teraz wyglądać. 

Zmiany nie tylko na blogu... 

Kilka razy próbowałam już lekkiej zmiany stylu, i mimo że uwielbiałam kadry z wieloma dodatkami to trochę mnie to już znudziło. Mała zmiana stylu sprawiła, że na nowo poczułam ogromną frajdę z robienia zdjęć, a przy okazji nie muszę się już obawiać, że jakiś kolor czy przedmiot nie pasuje do reszty, bo jest za ciemny czy zbyt kolorowy. Zdecydowanie pomogło mi to ponownie nabrać ochoty na naukę i mam nadzieję, że w końcu udało mi się znaleźć styl, który do mnie pasuje. Oczywiście z drugiej strony staje przede mną algorytm samego Instagrama, który zmienia się jak w kalejdoskopie i z jakiegoś powodu jedno zdjęcie pokazuje o wiele większemu gronu osób niż kolejne, ale tutaj również chyba zaszły we mnie małe zmiany. Skłamałabym, gdybym powiedziała że to mnie zupełnie nie rusza, bo zdarza się że zdjęcie z którego byłam trochę dumna spotyka się z nikłym odzewem, ale naprawdę bardzo staram się przestać o tym myśleć i wyrzucać sobie, że coś robię nie tak. Pewnych rzeczy nie zmienię, więc staram się zmienić moje myślenie o nich. Nie podchodzę do tej aplikacji przez pryzmat liczb i to się na pewno nie zmieni, a Wasze większe zaangażowanie w komentarzach czy wiadomościach prywatnych sprawia, że mam jeszcze większą motywację do działania i pracy nad moim kontem. Gwiazdą insta nigdy nie zostanę, ale za to mam tam naprawdę cudowną małą społeczność, której nie zamieniłabym na żadną inną! Jeśli jeszcze nie jesteście tam ze mną to serdecznie zapraszam :)


Plecak idealny na co dzień

Na koniec chciałabym Wam pokazać moją ostatnią zdobycz za niecałe 27zł w sklepie internetowym shein! Plecak to praktyczny, wygodny i funkcjonalny dodatek, który sprawdzi się nie tylko w codziennym użytkowaniu ale także w czasie spotkań towarzyskich lub wakacyjnej wycieczki. Po pierwsze pomieści wszystkie niezbędne przedmioty, a co najważniejsze jego noszenie jest dużo wygodniejsze od torebki, która bardzo często zsuwa się z ramienia. Kolejny powód to nasze zdrowie. Plecak nosimy na obu ramionach, dzięki czemu jego ciężar rozkłada się równomiernie, a zawartość nie przeciąża naszego kręgosłupa. Jeżeli jesteś typem osoby, która wszystko musi mieć pod ręką to koniecznie rozważ kupno plecaka – twój kręgosłup będzie Ci wdzięczny.


Aktualnie lecę nadrabiać Wasze blogi, jestem mega ciekawa co u Was słychać!